Najnowsze komentarze
lupa do zdjęcia: Zamyslona Ola Sobotka
oo znam ją
2920 (8)
aktualnie to bardzo "nie" tania za...
Zbycho_Jura do: Każdy motocykl się psuje?
To co wymieniłaś to mi się wydaje ...
I jak tu nie widzieć sensu dnia Ws...
Więcej komentarzy
Moje linki

06.08.2012 18:54

Wakacje z dala od all inclusive

„Ta podróż dała mi poczucie wolności… Pierwsze dni były chyba najcięższe. Wciąż wydawało mi się, że jedną nogą jestem w Warszawie. Brakowało mi mojego kąta, tych czterech ścian, w których mogę zrobić bałagan i zostawić go na dłużej niż na jeden dzień. Z czasem jednak byłam coraz dalej od codziennej rzeczywistości. Życie na walizkach zaczęło mi odpowiadać. Mnóstwo nowych zapachów, smaków, miejsc… i ludzi, którzy stanowili nieodłączny i najważniejszy element tej podróży. Czułam, że żyję pełnią życia, na 101 procent. Każdego ranka chciałam więcej, zupełnie tak, jakby jutra mogło nie być. Moje wewnętrzne ja nie pozwalało mi na zmarnowanie dnia, bo „z naprawdę wielkich posiadamy tylko jednego wroga.. czas”. Nie było zatem miejsca na narzekanie na bolący nadgarstek czy też plecy, to było coś silniejszego od zmęczenia fizycznego. Pewnego rodzaju łapczywość..." – z pamiętnika podróży

Czasami siedząc na balkonowym krześle przeglądam fotografie i czytam spisane na kartkach papieru wspomnienia z ostatniej „wyprawy” po Europie. Po powrocie wiele osób pytało mnie na wstępie „Ile kilometrów zrobiłaś?”. Praktycznie za każdym razem odpowiadałam „niewiele”. Pomimo, że uwielbiam jeździć motocyklem, to celem moich wakacji nie było zrobienie jak największego przebiegu. Podróży nie przeliczam bowiem na kilometry, ale na spotkania z ludźmi, smaki, zapachy, miejsca i widoki.

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami galerią z podróży, którą znajdziecie obok wpisu bądź kilkając tutaj. Na spisanie wspomnień z Gandawy, Brugii, Paryża, Annecy, Chamonix, Parku Narodowego Sewannów, Marsylii, Nicei, Bolonii, Werony czy jeziora Garda przyjdzie jeszcze czas. Żeby jednak chociaż trochę przybliżyć Wam to, co przedstawiają fotografie zamieszczam kilka przemyśleń spisanych w trakcie wakacji na dwóch kołach.

Na „walizkach”

Moja podróż zaczęła się właściwie od przeładowania smoka. Już po pierwszych kilku kilometrach obiecałam sobie, że następnym razem (choćbym miała cierpieć na niedobór sukienek) nie wezmę ze sobą tak dużego tobołka. Manewrowanie smokiem przy takim balaście okazało się nie lada wyzwaniem, w szczególności gdy trzeba było przedzierać się przez zatłoczone uliczki Paryża czy też wjeżdżać na strome podjazdy w Parkach Narodowych Francji. Niemniej jednak jak to mawiała moja Babcia „cierp ciało co żeś chciało” i przez całą podróż nie narzekałam na nadbagaż, jedynie czasami wspominając coś o swojej głupocie.

Przystanek Belgia: Gandawa i Brugia

Trasę z Warszawy do Belgii pokonałam jednego dnia. Ostatnie 300 kilometrów dojazdówki w gromkim deszczu sprawiły, że moje oczy momentalnie zamieniły się w pięciozłotówki. Sama zaś Gandawa przywitała mnie na stacji benzynowej napisem „Jadę do Paryża i nie wracam. Szukam lepszego miejsca aby żyć”.  Z uśmiechem pod nosem czytałam ten komentarz i zastanawiałam się czy ze swojej podróży także nie będę chciała wrócić. Dla mnie osobiście Brugia i Gandawa to taka mieszanka Wenecji, Amsterdamu i Salzburga. Kiedy pomyślę o tych miastach, w pamięci mieć będę urocze kamienice z kolorowymi okiennicami i kwiatami w donicach. Sama zaś Belgia będzie mi się kojarzyć z czekoladkami, waflami, frytkami z majonezem i wystającym rakiem z tradycyjnej belgijskiej zupy.

Spotkanie z Paryżem

W tym mieście warto pójść na spacer przed siebie, bez przewodnika, z dala od turystów. Mi z Paryżem będą się kojarzyć wąskie, wybrukowane uliczki pełne malutkich sklepików i restauracji, w których toczą się rozmowy o zwykłych codziennościach. To właśnie w tych bocznych uliczkach zaklęta jest magia tego miasta. Magia, którą znalazłam także w warsztacie Blitz Motorcycles, pełnym pasji i charakteru. Kiedy wspomnę o Paryżu w myślach będę mieć śniadanie nad Sekwaną, które było esencją tego, czym jest dla mnie to miejsce. Ciepłe bagietki prosto z piekarni, świeże pomidory i ser o intensywnym zapachu. Dla mnie magia Paryża leży kilka kroków od tego, co wciskają nam przewodniki. Gdybym miała kiedykolwiek wrócić do Paryża to jedynie po to, żeby się zgubić...

Annecy – miasto opanowane przez turystów

Annecy to urocze miasteczko. Odnoszę jednak wrażenie, że to właśnie stało się jego przekleństwem. Maleńkie kamieniczki z restauracjami wychodzącymi na ulice, mała rzeka, która przepływa przez centrum miasta i przepiękne jezioro, do którego prowadzi sprawia, że zjeżdża się tutaj ogrom turystów. Ja po Paryżu miałam ich nadmiar. Przy kieliszku żubrówki rozpoczęłam poszukiwania jakieś małej chatki położonej z dala od ulicznego zgiełku... Finalnie z Annecy rozstałam się bez żalu i pomimo, że dzikie plaże kusiły kąpielą to chwili wytchnienia postanowiłam poszukać gdzie indziej. Z nadzieją wyruszyłam do małej farmy położonej w sercu Narodowego Parku Sewenów. Na moje pytanie "Czy dojadę.." Pani odpowiedziała nieśmiało "A little problem but only on the end". Byłam ciekawa czy ten problem rzeczywiście będzie little czy też big bo nawet gps nie widział dojazdówki.

La Borie

Do miejsc, do których warto dojechać nie prowadzą jednak autostrady. Po 190 kilometrach przejechanych krętymi drogami Parków Narodowych czekał mnie jeszcze stromy podjazd prowadzący do chaty. Nie było łatwo, tym bardziej, że smok ważył wraz z bagażem jakieś 300 kilogramów. Niemniej jednak udało się… i znalazłam się w niebie. Odkryłam swoją chatę w Beskidach… tyle, że we Francji. Po trzygodzinnej kolacji składającej się z czterech potraw o mały włos nie umarłam ze szczęścia. Ser domowej roboty, pieczeń, zapiekany ser z warzywami, wino „pędzone” przez właścicieli i świeżo upieczone ciasto podawane wraz z puddingiem jakiego dawno nie jadłam. Wreszcie mogłam powiedzieć „Tak właśnie smakuje Francja!”

Marsylia

Połączenie wychodzących na ulicę restauracji Paryża, warszawskiej starej Pragi i dosyć osobliwej atmosfery. Charakterystyczny bałagan na ulicach i niemniej charakterystyczni mieszkańcy. (Pozdrowienia dla Kuby, który wypatrzył mnie i smoka szwendających się w tym mieście.)

Włochy - powitanie

Włochy przywitały nas 45 stopniowym upałem i rachunkiem w wysokości 40 euro za przejazd autostradą. Niemniej jednak moja przygoda z Italią zaczęła się bardzo sympatycznie. Na jednej ze stacji benzynowych Pan, który postanowił zabrać się za tankowanie mojego smoka, widząc tablice rejestracyjne zapytał "Poland?" Na twierdzącą odpowiedź mogło paść tylko jeszcze jedno pytanie "Who will win today? Italy?". Z uśmiechem musiałam odpowiedzieć, że to pytanie raczej nie do mnie bo jestem nieco monotematyczna w kwestii zainteresowań sportem. Po odpowiedzi na pytania z serii "co ja tutaj właściwie robię" poprosiłam o rachunek. Wraz z nim dostałam lodowatego redbulla z komentarzem "It's a gift, for you". Chyba ten sympatyczny Pan wyczytał mi w myślach...

Bolonia

W Bolonii można się zakochać... to przepiękne miasto, w którym przywitali mnie bardzo otwarci ludzie. Historia wyrysowana jest na ścianach właściwie każdego budynku. Pomimo, że było cholernie gorąco to będę wspominać tą wizytę z uśmiechem na twarzy. Urokliwy hotelik w centrum miasta, tradycyjna kolacja w "Ristorante Cesarina" z Mileną, małe gratisy w postaci kieliszków z drinkami podrzucanych przez barmanów z przymrużeniem oka, wizyta w fabryce Ducati, wieczorne szwendanie z Lucą i eksplorowanie nowych smaków, róża od Panów z restauracji i zabawna konwersacja z właścicielem, a nawet ten cholerny wypadek i pomoc ze strony Luca z Pastore. I just love Bologne & I want to go back there!

Garda Lake

Mam wrażenie, że miejscowości nad jeziorem Garda są bardziej niemieckie aniżeli włoskie. Tutejsze góry W zestawieniu z Parkami Narodowymi Francji, gdzie trasy były kręte, puste, dzikie, różnorodne, po prostu przepiękne, wypadają nieco blado. Niemniej jednak jezioro jak i otaczające go trasy mają coś w sobie co ściąga co roku rzeszę turystów.

Werona

Wbrew pozorom miejscem, które najbardziej zapadło mi w pamięci był tamtejszy cmentarz. Ciężko opisać słowami jego "wrażliwość". Po prostu cholernie mnie urzekło i poruszyło do głębi...

Powrót

Powrót nie należał do najłatwiejszych i nie chodzi mi tutaj o drogę. Im bliżej byłam Warszawy tym bardziej chciałam zawrócić. Stęskniłam się za wszystkimi bliskimi i moimi kolczastymi, ale ... Pierwsze wrażenie, jakie odniosłam po wejściu do mieszkania to to, że jest ogromne.. Jakoś takie zbyt duże jak dla mnie. W zasadzie to wciąż czuję się, jakbym była w drodze. Piorę ciuchy, rozpakowuję się po raz n-ty z rzędu. Tak jakbym jutro miała wyruszyć w kolejną podróż...

Komentarze : 5
2012-08-11 18:20:34 easyxjrider

Super trasa, ale dla mnie latem na południu jest za gorąco. Już Bieszczady kilka dni temu niemalże ugotowały mi łepetynę... W przyszłym sezonie planuję szwendanie po Skandynawii.
Pozdrówka.

2012-08-07 16:34:45 sniadanie

Łażę po tych blogach i tylko zazdroszczę. Rzeczywiście, sporo tych fajnych wrażeń. Tak, zgadzam się, ból powrotu...

2012-08-07 12:12:42 Żmija

W jakich miejscach konkretnie chcesz się zatrzymać? Ja założyłam, że na jedną lokalizację + okolice przypadały minimum 2 noclegi. Najczęściej jednak zostawałam na trzy. Smok zżarł podobną ilość kilometrów, ale tak jak już wspomniałam to nie o dystans a o smak podróży chodziło :)

2012-08-06 20:11:59 LondonRider()

A ja ruszam za 2 tygodnie niecale na cale 3 tygodnie :)) Przede mna 7000 km we Francji, Hiszpanii, Portugalii, Wloszech i Szwajcarii :) Juz przestepuje z nogi na noge z niecierpliwosci....Jeszcze nie wyjechalem a juz nie chce wracac :)) Pozdrowienia z Londynu.

2012-08-06 19:11:39 przypadkowy_motocyklista

Najgorszy moment wakacji to jak trzeba wrócić. Bardzo fajny objazd miałaś.

  • Dodaj komentarz