Najnowsze komentarze
lupa do zdjęcia: Zamyslona Ola Sobotka
oo znam ją
2920 (8)
aktualnie to bardzo "nie" tania za...
Zbycho_Jura do: Każdy motocykl się psuje?
To co wymieniłaś to mi się wydaje ...
I jak tu nie widzieć sensu dnia Ws...
Więcej komentarzy
Moje linki

08.08.2012 16:30

Każdy motocykl się psuje?

W ostatnim czasie zauważyłam tendencję, że każdy stara się bronić swojego motocykla jako tego "najbardziej bezawaryjnego". Guzik prawda. Każdy motocykl prędzej czy później się popsuje albo jak kto woli będzie miał małą usterkę. Kwestia tego jak długo będzie trwała i ile będzie kosztować jego naprawa.

Jedne motocykle są mniej awaryjne, drugie bardziej, ale nie słyszałam jeszcze o przypadku, w którym w trakcie intensywnej eksploatacji nie wydarzyłoby się nic, co skłoniłoby jego właściciela do wizyty w serwisie. Jedynie Boczo napomknął mi coś o swojej 12letniej SV650, którą posiada od dwóch lat i jak dotychczas po 20 000 kilometrach nie miała żadnej awarii.

Problem tkwi w tym, że w tak krótkim sezonie, jaki mamy w Polsce, ciężko jest znieść myśl o dwutygodniowym postoju naszego sprzętu w serwisie. Kiedyś motocykle można było naprawić samemu w garażu, o ile rzecz jasna miało się takie umiejętności. Teraz często mówiąc o nowych motocyklach najczęściej trzeba zaliczyć wizytę w serwisie. Jeżeli usterkę da się wyeliminować w ciągu jednego, dwóch dni, nie ma z tym problemu. Gorzej jak okazuje się, że serwisanci właściwie nie wiedzą od czego zacząć i nasz motocykl czeka dwutygodniowy urlop.

Gdyby ktoś zapytał mnie czy jednoślady, którymi jeździłam były bezawaryjne, odpowiedziałabym szczerze, że nie. W każdym jednym przypadku wystąpiła drobna usterka. Yamaha Giggle 50 (8000 w sezonie) – problem ze spadającymi obrotami, Yamaha WR250R (15 000 w sezonie) – blokada kierownicy, BMW G650GS (25 000 w sezonie)– blokada alarmu, BMW R1200R (15500 obecnie)– problem ze zliczaniem przebiegu i średniej prędkości. Żaden z tych błędów nie wyeliminował mnie jednak z jazdy na dłużej niż na jeden, dwa czy trzy dni, a zatem dla mnie osobiście były to „drobne usterki”, o których szybko zapomniałam. Gdyby jednak ich naprawa zajmowała „wieczność” i do serwisu po jakimś czasie musiałabym powrócić z tym samym problemem zapewne zaczęłabym się zastanawiać czy problem wynika z jakości serwisu czy z awaryjności motocykla. Zakładam również, że żywotność motocykli i ich części eksploatacyjnych jest obecnie krótsza, bo przecież serwis też z czegoś musi żyć. Motocykle takie jak GS500, CB500, Hornety czy wspomniana SV były pancerne i raczej nie sądzę aby era 100% bezawaryjnych sprzętów powróciła i nie dotyczy to wyłącznie jednośladów. Nie bez znaczenia jest również sama kwestia tego jak my dbamy o sprzęt i w jakim stanie go kupujemy od właściciela (o ile nie jest to nowa sztuka prosto z salonu). Pytanie zatem, kiedy zaczynamy przypinać łatkę „awaryjności” motocyklowi czy danej marce? Jaka jest Wasza opinia w tym temacie? Jakie macie doświadczenie z serwisami motocyklami i na jakie problemy natrafiliście? Co właściwie oznacza dla Was awaryjność motocykla?

Komentarze : 11
2015-04-28 16:03:38 Zbycho_Jura

To co wymieniłaś to mi się wydaje że faktycznie usterki. Awaria jest wtedy, kiedy motocykl jest unieruchomiony i nie da się za chiny (nomen omen :D) jechać. Ja użytkuję pierdzikółko 50 ccm kymco: popsuły się de facto stacyjka, zamek tylniej kanapy (a zatem zamki - feler w tym modelu) następnie słynne odkręcające się sruby zębatki (loctite niezbędny), rozpadł się filtr benzyny (dosłownie i benzyna wylała na garaż) i to wszystko. Moim zdaniem to duperele, a prawdziwe podzespoły istotne silnik, skrzynia, etc. chodzą co dzień coraz lepiej, bez śladu wycieków, nie dymi olejem, żaden z płynów nie znika, zapala od strzała i wszystko trzyma się kupy. To skłania mnie do stwierdzenia, że mam sprzęt kompletnie bezawaryjny acz nie-bezusterkowy. W każdym razie na sprzęt patrzę okiem mechanika samochodowego i czasem na pierwszy rzut oka widać, że coś jest po prostu technicznie źle zrobione, wtedy najczęściej zawodzi w kółko. a im większe przebiegi roczne, to się okazuje że np dany element wymieniamy stale co parę czy parenaście kkm. Na pewno wpływ ma wydzielana moc, u mnie to niespełna 3 kM więc co ma się psuć - ale obowiązuje tu zasada z samochodów, im coś ma więcej mocy i bardzo mocno targa "budą" tym szybciej lecą opony, hamulce, przeniesienie napędu etc. Wiecie jaki jest niezabijalny samochód ? Toyota która z 4,2 Diesla ma 136 koni :D tzw HZJ. Przenosząc to na grunt motocykli szybciej usterkom ulegać będzie jakaś setkonna 600tka niż 12 konne 125. Samo przeniesienie ilości wydzielanego ciepła na elementy silnika jest nieporównywalnie większe ! Motocykl wydaje mi się że im prostszy i łapatologiczny, tym większa jego trwałość, dlatego oglądajmy się za markowymi, chłodzonymi powietrzem, prostymi sprzętami, a na pewno ilość usterek w nich będzie nieporównywalnie mniejsza

2013-02-01 14:00:56 niteczka13

Mam dla Ciebie smutną wiadomość: Sprzęt się zużywa i psuje ponieważ go używasz!!!
Jeśli byś wstawiła go do gablotki i tylko raz na miesiąc przecierała z kurzu, to usterki nie wystąpią.
Ale nie oszukujmy się sprzęt jest od tego żeby jeździł, jest niekończącym się kosztem i będzie się sypać mniej lub bardziej, dając za to fun.
A do gablotki lepiej wstawić książkę.

2012-12-11 16:25:10 aaaaaaa

a ja mialem SV 650 i pierwszego dnia padla linka sprzedla, w ciagu tygodnia regulator napiecia, potem koszyczek sprzeglowy, potem sie okazalo ze podczas deszcze pali na jeden gar bo ciagle zalewalo mi przedni, tak wiec nie kazda SV jest bezawaryjna, bo jakbym sobie dalej przypominal to bylo jeszcze pare rzeczy;) ale ogolnie motocykl swietny. GS 500 moge smialo przyznac ze jest bez awaryjny oprocz klockow , oleju i filtrow nie wymienilem nic .

2012-11-19 14:50:22 latajacyholender

W mojej Suzi (piękna piętnastolenia), wymieniałem ostatnio czujnik stopu. Poza tym, tylko leję paliwo. Ale prawda może być taka jak pisałaś, że te starsze modele, są bardziej odporne na drobne awarie. Ponowna tendencję widzę też w autach i elektronice. Ma działać, ale nie za długo.
I bardzo się zdziwiłem, jak znajomy musiał odwieźć swoje kilku miesięczne Ducati do servisu, bo mu coś nie 'halo' się działo...

2012-08-12 21:37:38 Taser

Jedyna bezawaryjna rzecz jaką znam, to zapalniczka Zippo, a w motocyklach, to sypie się wszystko. Oczywiście wraz z ilością nawijanych kilometrów rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia usterki, jednak moim zdaniem kluczem, do "bezawaryjności" motocykla jest udana konstrukcja czyli, poszczególne podzespoły motocykla są na tyle dobrze skonstruowane i na tyle dobrze współpracują ze sobą, że zużycie materiałów i obciążenie całej konstrukcji jest minimalne, a co za tym idzie żywotność jest wydłużona. Sam przejechałem blisko 70 tyś km. na jednym sprzęcie i jedyne na co mogę narzekać to skrzynia biegów, którą dwa razy musiałem remontować. Jaki był tego powód? Słabo zaprojektowana skrzynia w porównaniu do konkurencji, za duże obciążenia przenoszone, przez źle zaprojektowaną część, bo materiał jaki użyto jest standardowy. Dlatego nie uważam, że im nowsze sprzęty tym bardziej wadliwe, bardziej trzeba zwrócić uwagę na to ile konstruktorzy mają czasu na zbudowanie nowego motocykla i na ile obliczona jest jego żywotność, bo trudno oczekiwać, żeby trzymał wieczność, kiedy jego data ważności mija po 50 tyś km. Do przeterminowanego jogurtu też nikt nie ma pretensji, że się zepsuł.

2012-08-11 18:28:13 easyxjrider

Inaczej: Nie istnieje maszyna, której użytkownik nie byłby w stanie zepsuć ;-)
Ale coś jest na rzeczy: DziadekGix pomimo wieku może się pochwalić 100% sprawnością. Który z obecnie wstawianych do salonów sprzętów będzie taki za 24 lata?

2012-08-10 00:03:41 Morowiec2

Temat szeroki... bardzo... Dla mnie sprzęt jest awaryjny jeżeli przy prawidłowym serwisowaniu oraz użytkowaniu dochodzi do uszkodzenia jego elementów w sposób nagły np. ukręcenie się wentylatora chłodnicy, pęknięcie wału w silniku czy innej części. Poważną awarią jest taka która eliminuje pojazd z użytkowania i nie można wrócić na kołach. Niestety czym bardziej skomplikowany tym o nią łatwiej... Inną kwestią są awarie typowe dla danego modelu. Czasem tak typowe że stają się elementami eksploatacyjnymi jak choćby pompy paliwa w AT czy Varadero. Moim zdaniem pojazd jest awaryjny jeżeli w wielu egzemplarzach danego modelu dochodzi do wielu różnych usterek czy awarii w niewielkim odstępie przejechanych kilometrów mimo poprawnego serwisowania.

2012-08-09 09:34:29 A*

Co do SV Boczo miał rację. Genialny motocykl. Nie psuje się NIC.

2012-08-08 19:48:29 przypadkowy_motocyklista

Płacimy cenę za postęp. Im coś bardziej skomplikowane, tym większa jest szansa, że się popsuje. Trudno, żeby w Hondzie z 1980 roku popsuła się blokada kierownicy, czy alarm, których po prostu nie miała, a spadające obroty miały skończoną liczbę możliwych przyczyn, z których każda była w miarę łatwa do sprawdzenia.
Współczesne maszyny crossowe są nadal tak samo proste jak konstrukcje sprzed 30 lat i dzieki postępowi technicznemu są o wiele mniej awaryjne. Ale dzisiejszy motocykl dla mas to nie poczciwy dwusów z siedzeniem z kawałka plastiku tylko krążownik z podgrzewanym poddupkiem i uchwytami, wspomaganiem hamulca, wtryskiem, regulacją pochylenia owiewki, pokładowym komputerem podającym na bieżaco zużycie paliwa, ABSem itd itd.
No przecież jak tyle tego, to coś sie musi popsuć :).

2012-08-08 19:04:38 LondonRider()

Moim zdaniem kazdy motocyklista powinien miec chocby blade pojecie o tym jak naprawic / wymienic podstawowe rzeczy w swojej maszynie (chocby wymiana swiec, klocków hamulcowych czy oleju albo naprawa przebitej opony). Jesli do tego dolozy sie poprawne serwisowanie to mozna miec nadzieje na w miare bezawaryjna jazde.
Juz po niedlugim czasie spedzonym na danym jednosladzie jest sie w stanie takze powiedziec na tzw. 'ucho' czy silnik pracuje prawidlowo czy tez cos w nim jest nie tak czy slychac jakies stuki z zawieszenia czy tez moze chroboczace lozyska tu i ówdzie. Wiele typowych usterek jest sie tez w stanie przewidziec i zadzialac zawczasu. Dobrze jest tez sledzic fora internetowe, ktore sa skarbnica wiedzy o czestych usterkach w danym sprzecie.
Obecnie uzytkuje R1200GSA, przez 5 miesiecy od jego zakupu przejechalem ponad 8000km i stosujac sie do powyzszych zasad moge powiedziec, ze moje moto jest jak dotad bezawaryjne :)

2012-08-08 18:35:04 D.

Awaria jest wtedy, jak się nie da do domu wrócić. Mam 7 letni, chiński chopperek 250ccm z nastukanymi ponad 36k km, i przez tez czas poleciały jedynie różne części, nazwijmy to, eksploatacyjne. Z najbardziej upierdliwych to linka gazu, zaczep linki gazu przy manetce i zabierak zębatki. W ostatnim czasie również obrobiły się wyfrezowane zęby na wałku dźwigni zmiany biegów. Nie sądzę, aby było to jakoś specjalnie dużo jak na taki przebieg przy systemie 50% miasto/ 50% trasa.

  • Dodaj komentarz